Co się z Tobą dzieje, kiedy się śmiejesz?

Co się z Tobą dzieje, kiedy się śmiejesz?

with Brak komentarzy

Odwiedziła nas w ubiegłym tygodniu serdeczna przyjaciółka. Już jak wysiadała z samochodu widzieliśmy, że mina nietęga a nasze żarciki nie wywołują zbyt dużego entuzjazmu. Dzień później wyjechała odprężona i zrelaksowana, znów pełna energii.

Jak to się stało?

Mieliśmy czas pośmiać się wspólnie z różnych naszych, przeogromnych przecież i okropnie poważnych problemów. Jakoś tak płynnie przeszliśmy z opowieści do śmiechu, najpierw każdy na polu swoich rozterek a potem odrobinę z siebie nawzajem. No i jakoś poszło. Pewnie i dlatego, że mamy do siebie dystans oraz dużą wzajemną życzliwość.

Od dziecka wiemy, że „śmiech to zdrowie”. Niektórzy z nas być może częściej słyszeli „śmiejesz się jak głupi do sera”. Jeśli mimo takiej reprymendy nie zmienili swojego nastawienia do śmiechu, wyrośli prawdopodobnie na pogodnych ludzi.

Czym jest śmiech z punktu widzenia działania organizmu ludzkiego? Po co to w ogóle analizować?

Takie pytanie mogłoby być typowe dla tych, którzy lubią bardzo mocno zaangażować korę przedczołową mózgu w proces analizy tego, co ich otacza i czego doświadczają. Po drugiej stronie być może są ci, którzy po prostu się śmieją, wiedzą, że to im służy i nie zamierzają się zastanawiać w jakim to się dzieje mechanizmie (a może nawet w skrajnych przypadkach w ogóle zbyt dużo nie zastanawiają się nad niczym). Czasem nam się wydaje, że rola kory przedczołowej bywa przeceniana a inne części mózgu jakieś takie niedocenione.

Naukowych teorii śmiechu powstawało dość dużo i pozwolimy sobie ich nie przytaczać. Wydaje nam się, że brzmi sensownie proponowane przez niektórych psychologów i antropologów traktowanie śmiechu jako formy  utrzymywania więzi społecznych i komunikacji. Śmiech to najczęściej przejaw emocji, jaką jest radość. Radość jest opisywana jako jedna z nielicznych emocji pierwotnych pozytywnych. Wciąż nie do końca wiadomo jak to się dzieje, że radość, czy wesołość „przekładają się” na określone zachowania, identyfikowane jako śmiech. Te zachowania to obustronne ruchy twarzy, najczęściej z podniesionymi obustronnie kącikami ust (no są też tacy, którzy śmieją się jakby ciut w dół) a przy większym zaangażowaniu również z wydawaniem specyficznych dla danego człowieka dźwięków. Oczywiście, niektórzy z nas potrafią zaangażować się w śmiech i tak mocno, że pojawiają się łzy, bóle przyczepów różnych mięśni, czy „pokładanie się ze śmiechu” a w skrajnych przypadkach nawet trudności z kontrolą zwieraczy.

Według badaczy mózgu w to, że się śmiejemy zaangażowana jest kora skroniowa (i tutaj pojawia się powiązanie z rozumieniem mowy), ale również struktury, które uczestniczą w ekspresji innych emocji pierwotnych, czyli między innymi kora przedniej części obręczy i ciało migdałowate a dopiero za ich pośrednictwem następuje powiązanie z korą ruchową, czyli ośrodkami odpowiedzialnymi za poruszanie się naszych mięśni zależnych od woli. Wydaje się też, że emocje pozytywne mają związek z tzw. układem nagrody, związanym z odczuwaniem przyjemności i jego składowymi, które rozciągają się po brzusznej stronie mózgu (czyli od dołu) i łączą przód mózgu z pniem mózgu. W układzie nagrody jednym z silniej zaangażowanych neuroprzekaźników jest dopamina. Oczywiście, wydaje się, że radość to bardziej zaawansowany proces niż przyjemność, aczkolwiek ciężko sobie wyobrazić nieprzyjemną radość. [1] Zbadano również, że w trakcie śmiechu w różnych częściach mózgu zmienia się wydzielanie naszych naturalnych opioidów, zwanych endorfinami.

Śmiech jest zaraźliwy (ciekawe, że podobnie jak ziewanie). I tutaj otwiera się pole do opowieści na temat roli sieci neuronowych zaangażowanych w odzwierciedlanie, imitację a nawet w to, co nazywamy empatią. To temat na osobną opowieść. Dziś wiemy, że pewne sieci neuronów w naszym mózgu aktywują się kiedy obserwujemy zachowania innych ludzi. [2] Każdy z nas doświadczył pewnie, że ciężko się oprzeć tej zaraźliwości śmiechu. Wydaje się, że to, czy nasza reakcja w postaci śmiechu wystąpi jest zwykle uzależnione tylko od czasu naszej ekspozycji na tą aktywność, realizowaną przez innych w naszej obecności.

Oczywiście, sporadycznie śmiech może również być objawem patologicznym. Wiemy, że może wystąpić w wyniku działania substancji psychoaktywnych, różnych chorobach neurologicznych a nawet może być objawem udaru mózgu. Mówimy jednak wtedy o śmiechu niekontrolowanym a co ważne często niepowiązanym z emocjami.

 Na początku roku 2019 w prasie naukowej opublikowano dwa artykuły, które stanowią duże przeglądy badań dotyczących terapii z zastosowaniem śmiechu. Ukazały się w wersjach internetowych czasopism Social Science & Medicine (18.02.2019) oraz Frontiers of Psychology (9.04.2019). To zwykle oznacza, że na etapie rozwoju badań tematu pojawił się już moment na zbieranie i porównywanie wielu różnych wyników i wniosków.

Wywoływanie śmiechu jako działania terapeutycznego staje się powoli uznawaną w świecie nauki metodyką oddziaływania w różnych sytuacjach. Warto wiedzieć, że coś, co zdaje się być oczywiste, skoro trafiło nawet do popularnego porzekadła „śmiech to zdrowie” nie zawsze było uznane w świecie nauki.

Dziś mamy już wiele doniesień mówiących o tym, że śmiech zmniejsza stres i lęk, ma korzystny wpływ na odporność, może być użyteczny nie tylko w psychoterapii, ale również jako terapia uzupełniająca w postępowaniu z pacjentami w opiece paliatywnej (śmiech podnosi próg bólu, czyli moment, kiedy nasilenie bólu odbieramy jako dotkliwe). Ciekawe, że opracowano również skuteczne terapie, w których wykorzystuje się śmiech symulowany – wykonuje się w ich trakcie skurcze mimiczne jak w trakcie śmiechu, ale nie są one wywołane odczuwaniem radości. Nazwalibyśmy to „sztucznym śmiechem”. Okazuje się, że nawet taki rodzaj ćwiczeń ma pozytywny wpływ na nastrój, zadowolenie z życia, zmniejsza odczuwanie bólu i poziom hormonów stresu.

Oczywiście, nie jest łatwo badać naukowo oddziaływanie śmiechem. Na przykład jak tu dopilnować odpowiedniej ilości, częstotliwości i nasilenia śmiechu w grupie badanej i kontrolnej? Jak utrzymać nieruchomo podczas badania funkcjonalnym rezonansem magnetycznym człowieka, który się śmieje? Mimo wszystko naukowcy jakoś sobie radzą nawet w tak pozornie niepoważnym temacie.

Umiejętność śmiania się z samego siebie jest kluczem do wolności i do wewnętrznego spokoju piszą Eleonore Höfner i Hans-Ulrich Schachtner w książce „Uzdrawiająca siła śmiechu” wydanej w Polsce w roku 2012. Skąd według autorów tej książki ta uzdrawiająca siła? Humor nie lubi nie tylko złości, ale nie cierpi się też z poczuciem beznadziejności i bezradności. Relatywność tej sytuacji wymaga zdystansowania się od własnych problemów, poprzez co uwidaczniają się drogi rozwiązań, nawet w sytuacji, zdawałoby się, bez wyjścia. A gdy tylko widać rozwiązania, nabieramy przemożnej siły i pokonujemy uczucie rezygnacji. Jest to pewien cykl: jeśli się od siebie i moich absurdów nie zdystansuję oraz nie będę umiał się z nich śmiać, będę wikłać się coraz głębiej i beznadziejniej we własne pułapki i sytuacje przymusowe. Im bardziej jestem uwikłany, tym mniej mam dystansu do własnych problemów. Im mniej mam dystansu, tym mniej potrafię się śmiać z samego siebie, itd. Jeśli natomiast potrafię się śmiać z samego siebie, tworzę w sobie coraz więcej wolnego miejsca. Moje wewnętrzne uwikłanie ustępuje, nie wpadam tak często w (zastawione) pułapki i dlatego tym więcej potrafię się śmiać z samego siebie. To znowu powiększa we mnie wolne miejsce, i tak koło się kręci.

Zatem życzymy wszystkim jak najwięcej uśmiechu na co dzień! 😊



[1] Neural correlates of mirth and laughter: a direct electrical cortical stimulation study. Yamao, Yukihiro; Matsumoto, Riki; Kunieda, Takeharu; Shibata, Sumiya; Shimotake, Akihiro; Kikuchi, Takayuki; Satow, Takeshi; Mikuni, Nobuhiro; Fukuyama, Hidenao; Ikeda, Akio; Miyamoto, Susumu; Cortex (2015)

[2] From Neurons to Social Beings: Short Review of the Mirror Neuron System Research and Its Socio-Psychological and Psychiatric Implications. Jeon H, Lee SH, Clinical Psychopharmacology and Neuroscience (2018)

Leave a Reply